16 September 2010

bo czasami się robi rzeczy...

... których się nie lubi. Albo może inaczej - które nie sprawiają aż TAKIEJ przyjemności.
Ale chciałam się wyrwać z domu, sprzed komputera, więc!
No normalnie dałam się wkręcić. I teraz mam.
Uczę polskiego!
Niemca!
A dokładniej - pana Hermanna.
Nauczyłam go od razu "Cześć Ewuniu!", co by radość kobiecie sprawił.
Zabawnie jest. A będzie jeszcze zabawniej, jeśli się facet nie podda.
Albo jeśli ja się nie poddam.
Teraz będę mogła przynajmniej wykorzystać wiedzę zdobytą na dodatkowym fakultecie. I proszę, niech nikt nie pyta, ile w tej szkole za godzinę dostaję. Bo się zapadnę ze wstydu pod ziemię.

14 September 2010

bo czasami to ręce opadają

Nie, nie o dzieciach dziś.
O przypadkach, z którymi mam przyjemność ze względu na zawód. Naiwne pytania w stylu: "Zamknięcie mnie teraz?" to już standard. Bezcennym był chyba jednak moment, gdy lasce przyłapanej na pracy na czarno czytam protokół, a ona co?
Lustruje mnie.
Od czubka głowy po pasek u spodni (tyle widać na siedząco). Zatrzymuje wzrok na moim zegarku (rzeczywiście - przykuwa wzrok), przygląda mi się z boku, w ogóle nie słucha. Później dowiedziawszy się, że poniesie koszty także wezwania mnie do sprawy, popędza, w stylu: "Szybko, szybko, zmieścimy się jeszcze w godzinę!".

To naprawdę bezcenne momenty.

03 September 2010

bo czasami nawet matką jest być miło

Ukłon z tego miejsca dla wszystkich, którzy byli tak "mili" i przyprowadzili na MOJE urodziny SWOJE pociechy. No naprawdę o tym przecież tylko marzyłam! żeby się z dzieciarnią użerać, zamiast klapnąć dupą na krześle i pogrążyć się w rozmowach. Tymczasem przekrzykiwałam ryk wozu strażackiego, tudzież upominałam Paulę, żeby jednak nie siadała na oparciu naszej białej sofy. Rodzice przynależni najwyraźniej wychodzili z założenia, że JA się wszystkim, w tym także wychowaniem ich dzieci, zajmę. Zapomnieli jednak, że to przecież nie ich, tylko MOJE urodziny.
I to wszystko po tym, jak bardzo wyraźnie dałam do zrozumienia, że dzieci nie są mile widziane, że eM idzie wcześnie spać...

A tak w ogóle to zauważyłam pewną ciekawą rzecz...
Czasami bardzo fajnie jest być mamą, ale są też czasami dni, kiedy widzę tylko małego potwora w skórze eM. Denerwuje, drażni, najchętniej do kaloryfera bym przywiązała (tylko że mamy ogrzewanie podłogowe).
Ale ostatnie dni z nim są takie fajne!
Dużo się śmiejemy, budujemy coś z klocków, trochę wygłupiamy... Mówię na przykład: "Teraz każdy czyta swoją książkę". I rzeczywiście. Przynosi swoją, komentuje obrazki, dopytuje co chwila, co ten, albo tamten na obrazku robi, ale daje mi jednak poczytać. Stara się przynajmniej.
No sielanka teraz.
Normalnie nie-ma-się-o-co-kłócić!
Normalnie nienormalnie!

Dziś na zakończenie dnia zabrałam go już po kolacji na rower. Wsadziłam do siodełka, nacisnęłam kask, włączyłam światła i tak sobie jeździliśmy po okolicy. Niedługo, bo przecież właściwie była już pora spania... Ico ten mały grzdyl do mnie powiedział, jak już wykąpany, po wysłuchaniu bajki i piosenki się ze mną żegnał? "Danke Mamoo! Für Fahrrad!" (Dziękuję mamo! Za rower!)
Ech.
Czasami tak miło być mamą.